Niespodziewanie-stały życiowy gość
Luty 1, 2008
Jak daleko jesteś od śmierci, kiedy przechodzisz po pasiastym fragmencie ruchliwej ulicy? Ile centymetrów dzieli cię od niej, kiedy, idąc chodnikiem, mijają cię z szumem sunące po szosie samochody? Nieraz pewnie patrzysz w jej skupione na tobie oczy. Niby nieświadomie, ale z pewnym przeczuciem. Coś w środku, jakiś instynktowny sygnał wysyła do mózgu informacje o całej sytuacji, o zagrożeniu istnienia, a może to po prostu jej przeszywający obojętnością wzrok tak na ciebie działa. Wszystko jedno – ona jest. I czuwa. Czuwa doskonale, bo nigdy nie przysypia, ani nie gubi tropu. Wręcz staje się swoją ofiarą – wie, jak toczy się jej życie i z kim akurat rozmawia przez telefon. To niewiarygodne, jak przy tym udaje się nam żyć długo i spokojnie. Nie każdemu, ale wielu tak. Może to przez to, że jej obecność jest tak oczywista, że o niej zapominamy, tak jak o każdych oczywistościach.
Czasami w przypływie impresji przewijają się myśli w mojej głowie o jej podłym charakterze. Taka wredota z niej; mszcząca się, zimna, wyrachowana suka. Nie sposób lubić kogoś działającego takimi metodami, zwłaszcza odbierającego najbliższych. To jest po prostu szaleńczo nieprzyjemne, chyba dla każdego, kiedy ona pojawia się w wybuchającej bombie, zaropiałej żyle, czy przypadkowo wypuszczonym z ręki nożu. Wtedy maszyna nienawiści, napędzana losowymi przykrościami osiąga apogeum mocy. Mimo to żaden z pocisków pewnie zmierzających ku wyznaczonemu celowi do zniszczenia nie potrafi jej nawet w minimalnym stopniu musnąć. Taki jej urok.
Może to i lepiej dla wszystkich, że nie gra pierwszoplanowej roli w naszych mózgach. Nie każdego byłoby stać na równie intensywne myśli o czymś innym. Na kogoś spadłaby też pewnie szybciej, niż planowała, jako fortepian całkowicie niezamierzenie spuszczony z 11. piętra wieżowca. Może nasze skryte obszary nie!-świadomości wiedzą dobrze, co serwują świadomemu trybowi egzystencji. A może nie, tylko mamy zwykłego farta.
Zasłuchany w muzycznym świecie szedłem dzisiaj jednym z wielu chodników świata. Przeszedłem przez ulicę i dalej kontynuowałem drogę na chodnikowej ścieżce, już innej. Przemaszerowałem jeszcze kawałek i zobaczyłem parę zimowych butów – wydaje się, że nic nadzwyczajnego. Stały na środku jezdni, obok nich leżała bezwładna kurtka, bezwładna torebka i kilka czerwonej barwy równie bezwładnych co torebka i kurtka chusteczek. Nieopodal jeszcze dwie karetki, wóz policyjny i tłum ludzi. Przez szybę jednej z karetek można było dostrzec postać opatuloną szczelnie przez czarny kaftan. Tym razem śmierć czaiła się w masce samochodu. Kilka centymetrów od niektórych.
Ale mam wyczucie czasu – zaszlam na Twego opuszczonego bloga akurat w ten dzien, kiedy cos opublikowales…
Lepiej jest o niej pamietac tylko w takich momentach, jak ten.
Inaczej byloby za trudno.
Wszystko da się oswoić. Nawet to.
Piszesz coraz lepiej. Tylko ciągle – jeszcze-troszkę-konkretniej-może-co?:)
Dobrze napisane.
Na szczęście życie nie polega na zabawie w berka ze śmiercią. No i jest ona potrzebna. “Śmierć nadaje piękna życiu, tylko sztuczne kwiaty nie umierają”
“Taka wredota z niej; mszcząca się, zimna, wyrachowana suka.” to jak ja!
samochody to zło, będę was ostrzegać przed wyruszeniem na ulicę, obiecuję!
Jeden z moich przyjaciół tydzień temu pozbawił życia kobiete. Przechodziła przez pasy. Nie chce nam przejść przez gardło “zabiłem-zabiłeś”
Niespodziewana śmierc przyszła nie tylko do tej starszej kobiet. Uderzyła również jego-młodego, wrażliwego, spokojnego człowieka, który nie wie co świadomy akt agresji.
Mozna zyć z piętnem śmierci na sobie. To tak jakby żyć umierając co dnia…
Bo umieramy co dnia. Juz Beckett mówił, że narodziny to początek umierania. A nie dam głowy, że ktoś na to nie wpadł wcześniej:)
do roboty, leniu!!!!
do roboty, leniu!!!!
(…) dla mnie czasem jest bóstwem i muzą… Kocham ją!!
Lubie taki styl pisania, wielbie wrecz.
Podoba mi sie, bardzo. Nieco chaotycznie mysli splatane, ale sens dostrzegam i w duszy mi graja uczucia moje.
A smierc. Smierc zawsze bedzie.
ożył! chwilowo ;p
dupę rusz, dupę rusz, na rowerze nie jeździj już
Przemysławie! Proszę się wziąć do roboty!
Czytelnicy domagają się nowego wpisu!
Kichaj na testy! ;)))
łej hej! szybciej!!!!
Dajesz! ;P