Psyche

maj 4, 2008

Kolorowe wzorki, jeden za drugim, układają się w sens życia. Co krótką chwilkę zmieniają swoje pozycje, nigdy jednak nie gubią samego sensu. Cały czas wpatruję się w nie i sycę się ich widokiem. Przyjmuję całe ich promieniowanie, jakie wysyłają w moją stronę, ale dzieje się to dopiero po oczyszczeniu z konkretu. Dlaczego? Bo z konkretem nie ma oświecenia. Nie myślę, nie analizuję, nie tworzę niczego, nie jestem werbalny ani telepatyczny w przekazie, nie jestem w końcu samym przekazem. Ograniczam się do czucia. To piękne, że czuć głębiej i pełniej można dopiero wtedy, kiedy wszystkie osiągnięcia cywilizacyjne wyrzuca się za siebie, połyka je czarna dziura. Z istoty społecznej staję się empatycznym introwertykiem i płynę z dzikim nurtem własnego wnętrza.
Potem jest jeszcze lepiej. Błogi spokój, harmonia, równowaga, jing i jang.
Aż wszystko się nagle kończy. Trochę żałuję, że tym razem nie dostałem intelektualnego orgazmu. Może przy okazji następnej wizyty w środowisku kwasowym się uda.